[VIDEO] 7-letniej, porwanej Zosi nie potrafi odzyskać Sąd Okręgowy w Radomiu, bo ma bałagan w dokumentach i nieprofesjonalnych sędziów? Czy w skutek tego ma dojść do kolejnej tragedii rodzinnej w Radomiu?
Sąd Okręgowy w Radomiu nie potrafi korzystać z cyfrowej wymiany zaszyfrowanych informacji? Czy lenistwo i lekceważenie sprawy porwania 7-letniej Zosi będzie w stanie w poniedziałek zakończyć Prezes Sądu Okręgowego Marta Łobodzińska?
Przypomnijmy, że w okolicach Radomiu doszło już do tragedii zabicia 3,5-letniej dziewczynki poprzez rozszerzone samobójstwo, którego dokonał ojciec dziecka. Przypomnijmy, że mszcząc się na matce zapowiedział SMS-em zabicie dziecka. A następnie rozpędził samochód z dzieckiem w środku do prędkości 180 km/h i probował zadzwonić do matki by słyszała jak wbija się czołowo w TIR'a.
Szeroko opisywały tę tragedię media radomskie i ogólnopolskie. Relacje z tego koszmaru znajdziesz pod linkami:
Mimo tamtej tragedii oraz szaleństwa ubiegłotygodniowego porwania Amelki w Białymstoku Sąd Okręgowy w Radomiu lekceważy kolejną tragedię związaną z nienawistnym uprowadzeniem dziecka.
Wczoraj po południu Ewelina Staniszewska próbowała uzyskać od tego Sądu decyzję o natychmiastowym, przymusowym odebraniu dziecka ojcu - porywaczowi Piotrowi S. Tak jak to skutecznie odbyło się kilka tygodni temu w Łomży, o czym pisaliśmy w artykułach pod linkiem:
Ale decyzji nie dostała, bo w Sądzie Okręgowym w radomiu doszło do skandalu.
- Okazało się, że mój wniosek o natychmiastowe, przymusowe wydanie dziecka sprzed miesiąca nie został rozpatrzony tylko wysłany do Sądu Apelacyjnego w Lublinie! W Radomiu powinna była zostać kopia tych akt, ale nie została. Więc radomski Sąd nie może podjąć żadnej decyzji - przekazała Ewelina Staniszewska naszej stacji Telewizja.Patriot24.net tuż po rozmowie z Przewodniczącą Wydziału Cywilnego oraz kierowniczką sekretariatu tegoż wydziału.
Ta skandaliczna bezradność Sądu stoi w sprzeczności z elektronicznymi uprawnieniami jakie posiada Wymiar Sprawiedliwości w Polsce. A skuteczność cyfrowej wymiany dokumentów obserwowaliśmy sądowych już 22 grudnia 2012 roku w Londynie kiedy to Sąd rozpatrując porwanie dziecka polskiej matce zrobił 3 godziny przerwy i ściągnął niezbędne dokumenty z Irlandii. I jeszcze tego samego dnia zakończył proces nakazując natychmiastowe wydanie córeczki polskiej. 24 grudnia 2012 w Wigilę dziecko już było w Polsce, w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Sprawę tę opisywaliśmy na Patriot24.net na początku 2013 roku a całość znajdziesz pod linkiem:
- Sąd Okręgowy w Radomiu nie wykazał wczoraj nawet odrobiny inicjatywy by kilka niezbędnych kartek papieru uzyskać cyfrowo nie z Irlandii ale z oddalonego o 114 kilometrów Lublina. Uznał, że bezradne rozłożenie rąk i odesłanie zrozpaczonej matki bez dziecka do pustego domu będzie najbardziej prawidłowym rozwiązaniem! - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
Skutkiem bezradności tego Sądu było jeszcze wczoraj skandaliczne wykorzystanie przez Piotra S. porwanej 7-latki do popełnienia przestępstwa nękania Eweliny Staniszewskiej. Ok. godz. 16:30 kobieta zgłosiła na policję, że Piotr S. przywiózł dziewczynkę pod jej blok by nękała ją przez domofon.
- W poczuciu bezradności poprosiła o ochronę ekipę Krzysztofa Rutkowskiego. Bo nie mogę liczyć na Wymiar Sprawiedliwości i pomoc policji, bo oni moje zgłoszenia ignorują - oświadczyła Ewelina Staniszewska przekazując Krzysztofowi Rutkowskiemu szczegóły dotychczasowych ataków Piotra S. na siebie i jej 14-letniego syna z wcześniejszego związku. Między innymi kopię SMS-a, w którym zapowiada wyrwanie jej kombinerkami z zębów leczniczego, metalowego aparatu!
- Zapowiedział, że dziecka nie dostanę. Że mnie zabije, odsiedzi krótki wyrok i będzie dalej wychowywać dziecko - przekazuje Ewelina Staniszewska.
O szczegółach poinformuje w poniedziałek Krzysztof Rutkowski.
Przekażemy to wraz z pelnym stanowiskiem przesłanym przez adwokata Artura Szeligę wzywająceho naszą redakcję do zaprzestania opisywania tego tematu w poniedziałek na łamach Patriot24.net oraz Telewizja.Patriot24.net. Poinformujemy też o tym poprzez naszego Facebooka.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?